Skip to content
  • O projekcie
  • Pluszaki
    • Bieluch
    • Bokser
    • Bracia Ruszczykowscy
    • Bronek
    • Buras
    • Kluś
    • Miamol Pacan
    • Paddington
    • Szara żyrafa
    • Wojtek
    • Zieliński
  • Aktualności
  • Kontakt
muzeum theme logo

Stare Pluszaki

Zabawki widzą wszystko

  • O projekcie
  • Pluszaki
    • Bieluch
    • Bokser
    • Bracia Ruszczykowscy
    • Bronek
    • Buras
    • Kluś
    • Miamol Pacan
    • Paddington
    • Szara żyrafa
    • Wojtek
    • Zieliński
  • Aktualności
  • Kontakt
Home   »  Kontakt

Kontakt

Małgorzata Karolina Piekarska – historyczka sztuki, pisarka, dziennikarka. Na zdjęciu z Miamolem Pacanem. 

e-mail: piekarska@piekarska.com.pl

A gości było...

  • 2
  • 20 321

Autorka na Facebooku

Facebook
  • Miamol i Bokser na wakacjach w Kołobrzegu i okolicach
  • Sesja zdjęciowa Miamola w Radziejowicach
  • Zieliński i Wojtek są już z nami
  • Ruszamy!

Ostatnie wpisy

mkpiekarska

pisarka, dziennikarka, historyczka sztuki, genealożka. Matka Panicza Syna i „Żoniszcze” nieocenionego „Pana Menża”. Zwierzolub. Lubi fotografować.

Wakacje w PRL to wczasy w Kazimierzu Dolnym w Domu Wakacje w PRL to wczasy w Kazimierzu Dolnym w Domu Dziennikarza. Na zdjęciu ja z lalką. Patrząc z perspektywy lat to nie była ładna lalka, ale wtedy wydawała mi się wspaniała. Szyłam jej ubranka z gałganków, które przywoziła mi babcia. Szyłam rzecz jasna ręcznie. Ale wszystkie mojej lalki zawsze miały dzięki temu ciekawą garderobę. Robiłam im też ubranka na szydełku. Na sobie mam szczyt ówczesnej mody - spódnicę jeansową oraz drewniane białe chodaki założone na białe podkolanówki zrolowane pod kolanem w rulonik. Zdjęcie robił tata na terenie Domu Dziennikarza. Wczasy tam wspominam miło, bo miałam się z kim bawić. Była tam dziewczynka z Żarnowca, której imienia nie pamiętam. Zapamiętałam skąd była, bo to czasy, gdy dużo się mówiło o planowanej tam budowie elektrowni, a rodzice dziewczynki bardzo się jej bali. Przebąkiwali o wyprowadzce z Żarnowca. Elektrownia Jądrowa Żarnowiec, planowana od początku lat 70. jako pierwsza w Polsce miała stanąć nad Jeziorem Żarnowieckim w miejscu zlikwidowanej wsi Kartoszyno. Budowę rozpoczęto w 1982 roku, ale prace przerwano w 1990 roku głównie z powodu katastrofy w Czarnobylu, silnych protestów społecznych oraz kryzysu gospodarczego. Czasem zastanawiam się jak potoczyły się losy rodziny z Żarnowca i tej dziewczynki - towarzyszki moich zabaw lalkami. Czy jej rodzina została w Żarnowcu? Kim ona została w dorosłym życiu? Niestety nie pamiętam dzisiaj jej imienia. A co z lalkami? Dzisiaj można lalkom kupić gotowe ubranka, bo zwyczaj szycia ich przez dzieci chyba odszedł w zapomnienie. Ja ostatni raz zrobiłam ubranko dla lalki 2 lata temu. Wydziergałam wtedy sweter dla Aśki - mojej Barbie, która siedzi na moim biurku. #wakacjewprl #wspomnieniedzieciństwa #kazimierzdolny
Dziś, 13 sierpnia, przypada 27. rocznica śmierci M Dziś, 13 sierpnia, przypada 27. rocznica śmierci Marii Krüger (1904–1999) – pisarki, dziennikarki i autorki książek dla dzieci i młodzieży. A prywatnie…? O tym na końcu! 
Maria Krüger debiutowała w 1928 roku w „Płomyczku”. Podczas okupacji działała w konspiracji i uczestniczyła w Powstaniu Warszawskim. Po wojnie pracowała m.in. w Ministerstwie Kultury i Sztuki, Ministerstwie Spraw Zagranicznych i Polskim Radiu. Była także autorką kultowego „Misia z okienka”.
Najbardziej znana jest jednak z książek, które dla kolejnych pokoleń (w tym dla mnie) stały się częścią dzieciństwa. „Karolcia” i jej druga część „Witaj, Karolciu!”, a także „Ucho, dynia, sto dwadzieścia pięć!” (pojawia się tam jamnik - pies najukochańszej przeze mnie rasy) czy „Dar rzeki Fly” i wreszcie „Godzina pąsowej róży” do dziś pozostają w pamięci czytelników. „Godzina pąsowej róży” doczekała się zresztą popularnej ekranizacji w doborowej obsadzie. 
A co z tym słowem „prywatnie”? Otóż Maria Krüger była moją powinowatą z krwi – po prostu moją stryjeczną prababką. Naszymi wspólnymi przodkami byli żyjący w XVIII wieku Szymon Dobosiewicz i jego żona Franciszka z Rakowskich. Dla Marii Szymon i Franciszka byli prapradziadkami, dla mnie zaś – pięć razy pradziadkami. Maria była córką Anieli Pauliny Dobosiewicz, wnuczki Antoniego Dobosiewicza – brata mojego przodka Hiacynta (Jacentego) Szymona Dobosiewicza (1796-1861). To właśnie przez Hiacynta, jego córkę Józefę Konstancję Stalską i kolejne pokolenia Piekarskich biegnie moja gałąź tej rodziny.
A więc gdzieś między „Karolcią”, „Godziną pąsowej róży” i „Uchem, dynią, sto dwadzieścia pięć!” jest też kawałek mojej własnej rodzinnej historii. Wróć! Naszej! Niestety o tym pokrewieństwie dowiedziałam się po śmierci pisarki, a wszystko dzięki portalowi Wielcy.pl prowadzonemu przez Marię Jadwigę Minakowską. Wszystko wskazuje na to, że relacje rodzinne urwały się jeszcze przed I wojną Światową. Ciekawe jest jednak to, że jedna i druga gałąź Dobosiewiczów zaowocowała pisarzami i dziennikarzami.
Już dziś o 18:00 na Placu Zamkowym w ramach obchod Już dziś o 18:00 na Placu Zamkowym w ramach obchodów Dnia Starówki poprowadzę spotkanie, którego bohaterem będzie Paweł Dunin-Wąsowicz i jego najnowsza książka „Staromiejski przewodnik literacki”. Zapraszam w imieniu autora, wydawcy (Fundacji Hereditas), dzielnicy Śródmieście oraz własnym. Książki będzie można otrzymać bezpłatnie podczas spotkania, a na samym końcu autor będzie je podpisywać wszystkim zainteresowanym publikacją. #staromiejskiprzewodnikliteracki #pawelduninwasowicz #staremiastowarszawa #spotkanieliterackie #warszawskastarówka
Z domowego muzeum. Listek który 124 lata temu poda Z domowego muzeum. Listek który 124 lata temu podarował mój pradziadek Antoni Adamski 1884 1924 mojej prababci Leokadii Karolinie z Przybytkowski 1884 1969. Przechowywany przez nią przez całe życie w sztabu, który był prezentem od niego. To jeden z bardziej wzruszających dowodów miłości. W 2013 r. wraz z moim mężem Zacharjaszem Muszyńskim zrobiliśmy monodram wyreżyserowany przez Małgorzatę Szyszkę zatytułowany „Listy do Skręcipitki”. Sztuka, której premiera miała miejsce w Promie Kultury podczas święta Saskiej Kępy, opowiadała o miłości do żony, ale też do ojczyzny i powstała na podstawie niezwykle wzruszających, ale też momentami zabawnych listów pradziadka do prababci. Spektakl wystawiony został w setną rocznicę wyjazdu do sanatorium za Ural. W tym samym roku w Promie Kultury Saska Kępa zaprezentowana została wystawa pamiątek po bohaterach spektaklu. Listek był jednym z wielu eksponatów.  #domowemuzeum #listek #listydoskrecipitki #pamiatkarodzinna
Gdyby żyła - dziś kończyłaby 128 lat… siedząca w ś Gdyby żyła - dziś kończyłaby 128 lat… siedząca w środku na fotelu (pani w jasnej bluzce) w otoczeniu rodziny - moja babunia Konstancja z Kurzyńskich Stec (1898-1984). Zdjęcie zostało zrobione 9 sierpnia 1978 roku z okazji jej 80. urodzin na Roztoczu w jej rodzinnej miejscowości - Zwierzyńcu nad Wieprzem. Babcia w otoczeniu bliższej i dalszej rodziny. A miała wiele sióstr i braci. Mnie na zdjęciu nie ma, bo byłam na obozie harcerskim. Babcia była osobą niezwykłą. Urodzona w czworakach ordynacji Zamojskich chodziła do szkoły wg wersji optymistycznej 2 miesiące, a wg pesymistycznej 2 dni. Umiała czytać i pisać i uwielbiałam, gdy czytała mi książki. To ona kupiła mi „W pustyni i w puszczy”, wiersze Józefa Czechowicza, którego poezję uwielbiała, a także… „Baśnie 1001 nocy”, bo nie była świadoma tego, ile tam erotyzmu. Miała życiowe poglądy, ale… bywała też konserwatywna. Np. na widok konkursu Miss Polonia transmitowanego w telewizji powiedziała, że gdyby jej córka lub wnuczka paradowała w takim stroju przed ludźmi to od razu wzięłaby ją za łeb i przyprowadziła do domu. Do końca życia w torebce nosiła zdjęcie najstarszej córki, która w czasie okupacji zmarła na białaczkę. Babcia zmarła 24 lutego 1984 roku. Nie byłam na jej pogrzebie. Niestety na wiadomość o jej śmierci ciężko się rozchorowałam. Babcia Kocia - bo tak ją nazywaliśmy - jest przy mnie codziennie. Naprawdę czuję jej obecność. Myślę, że więź między nami wynikała m.in. z tego samego znaku zodiaku. Lwy rozumieją się bez słów. #wspomnienie #rocznica #urodzinybabci #roztocze #zwierzyniecnadwieprzem
Wczoraj minęła rocznica urodzin Henryka Józewskieg Wczoraj minęła rocznica urodzin Henryka Józewskiego (1892–1981) – Kawalera Orderu Virtuti Militari, legionisty, twórcy eksperymentu wołyńskiego, który zakładał równouprawnienie Polaków i Ukraińców. Jako wojewoda wołyński (1928–1938) wierzył, że na tej ziemi da się zbudować wspólne państwo ponad podziałami. Tworzył ukraińskie szkoły, wspierał cerkiew i obsadzał Ukraińców w administracji. Dziś spieramy się, czy była to utopia, czy ostatnia szansa na pojednanie.
Niestety, eksperyment legł w gruzach, a Józewski do końca życia nosił w sobie traumę Wołynia. W pośmiertnych wspomnieniach „Zamiast pamiętnika” pisał: „W Wołyniu jak w soczewce zbiegły się sprawy, którymi od dawna żyłem... Tu właśnie Polska stawała się poprzez sprawę ukraińską, a Ukraina przez polską”.
Jego autoportret znajduje się w zbiorach Muzeum Niepodległości i wisi w moim służbowym gabinecie. Świadomie wybrałam go z muzealnego magazynu i poświęciłam mu artykuł w kwartalniku „Niepodległość i Pamięć” (2022). To niedokończony obraz z czerwoną różą w tle – pokazuje człowieka dumnego, a zarazem pogrążonego w myślach. Józewski swoje prace trzymał odwrócone do ściany. Twierdził też, że lepiej obrazu nie dokończyć niż zepsuć. Niedokończony zostawia pole do interpretacji. Portret codziennie przypomina mi, że historia, tak jak to malarstwo, często składa się z niedopowiedzeń.
Obraz w przyszłości zostanie przekazany w depozyt do Muzeum Ziem Wschodnich dawnej Rzeczypospolitej w Lublinie. Dziś mogą go oglądać tylko ci, którzy odwiedzają mnie w pracy. 
#HenrykJózewski #Wołyń #HistoriaPolski #MuzeumZiemWschodnich #Kresy
Wczoraj minęła rocznica stracenia członków Rządu N Wczoraj minęła rocznica stracenia członków Rządu Narodowego z Romualdem Trauguttem (1826–1864) na czele – ostatnim dyktatorem Powstania Styczniowego, który z godnością przyjął pełną odpowiedzialność za zryw. Wraz z nim 5 sierpnia 1864 r. na stokach Cytadeli Warszawskiej zawisli: Rafał Krajewski (1834–1864), architekt i dyrektor Wydziału Spraw Wewnętrznych, niezłomny mimo tortur w śledztwie; Józef Toczyski (1826–1864), buchalter i dyrektor Wydziału Skarbu, który wcześniej doświadczył zesłania na Sybir; Roman Żuliński (1834–1864), matematyk i dyrektor ekspedytury, który przed śmiercią pocałował sznur jako narzędzie męki; oraz Jan Jeziorański (1835–1864), dyrektor Wydziału Komunikacji, który przejął obowiązki po aresztowaniu Żulińskiego.
Noc przed egzekucją Traugutt spędził na modlitwie.
Uroczystości z udziałem przedstawicieli różnych instytucji zakończyła salwa honorowa z broni czarnoprochowej wykonana przez grupę rekonstrukcyjną Żuawów Śmierci.
#rocznica #cytadelawarszawska #romualdtraugutt #powstsniestyczniowe  #xpawiloncytadeliwarszawskiej
Wczoraj spotkała się trójka dzieci, których przodk Wczoraj spotkała się trójka dzieci, których przodków połączyła kiedyś Sadyba i Powstanie Warszawskie. Oprócz mnie – bratanicy Antka Piekarskiego ps. Hamlet (1928–1944) i córki Maćka Piekarskiego (1932–1999) – na zdjęciu jest Hanna Dziarska, córka Hanny Zawadzkiej ps. „Jędrek” (1924–1995) i zarazem siostrzenica Lali (Irmy Zofii) Zawadzkiej ps. „Pups” (1926–1944), oraz wraz z żoną Edward Laudański jr., syn Edwarda Laudańskiego ps. Edwin (1922–1993). Rozmowa toczyła się w języku angielskim, bo Edward junior nie zna polskiego. Do Polski przyjechał pierwszy raz w życiu. Nie poznał więc swojej babci Hanny z domu Zaleskiej primo voto Laudańskiej, secundo voto Czajkowskiej - wdowy po malarzu Stanisławie Czajkowskim. Ode mnie dowiedział się, że jego babcia była naprawdę uroczą kobietą - pierwowzorem pani Eulalii z mojej powieści „Tropiciele”. 
Edward zwiedził Muzeum Powstania Warszawskiego, a także miejsca, w których walczył jego ojciec. Odwiedził jego grób na Wojskowych Powązkach. Edward senior, opisany przez mojego ojca we wspomnieniach „Tak zapamiętałem”, przez Jana Kurdwanowskiego w książce „Mrówka na szachownicy”, a Janusza Bronowicza w opublikowanych w „Roczniku Warszawskim” wspomnieniach o Sadybie z przełomu wieków zmarł w Stanach Zjednoczonych. Pochowany został w Polsce. Jego urna kilka miesięcy czekała na pochówek stojąc na biurku mojego taty, a w moim posiadaniu jest kopią dokumentacji pogrzebowej. Bo załatwienie tego pochówku nie było rzeczą prostą. 
Spotkanie to inicjatywa pana Łukasza Kiełpińskiego, który pisze pracę o Edwardzie. #powstaniewarszawskie #edwardlaudański #hannazawadzka #antonipiekarski #rocznicapowstaniawarszawskiego
Dziś 53 rocznica śmierci mojej babci Janiny z Adam Dziś 53 rocznica śmierci mojej babci Janiny z Adamskich Piekarskiej (1904-1973). Słabo ją pamiętam. Jak napisałam w niewydanej książce „Jedynaczka z PRL”: „… gdy miałam sześć lat, zmarła babcia Janka. Do dziś mam żal do mamy, że nie zabrała mnie na jej pogrzeb. Rodzice zresztą długo jej śmierć przede mną ukrywali. Półsłówkami odpowiadali na powtarzające się moje pytanie, czemu tatuś płacze po nocach. Ale ja czułam swoje. Poza tym pamiętałam, że byłam z rodzicami u babci w szpitalu. Wreszcie podsłuchałam rozmowę mamy z babcią Konstancją. Mama myślała, że ja nic nie rozumiem, ale dzieci nie wolno lekceważyć. Wiedzą wszystko, a jeszcze więcej wyczuwają. Babcia Konstancja była wstrząśnięta tą śmiercią. Myślę, że lubiła babcię Jankę, ale też przeraziło ją, że osoba o siedem lat młodsza od niej już nie żyje, bo babcia Janka urodziła się na początku XX wieku, a Babcia Konstancja jeszcze w XIX.”
W 1948 r. zachorowała na raka i przeszła operację usunięcia krtani. Była pierwowzorem matki Czarnego Michała w moich książkach z cyklu o „Klasie pani Czajki”. Gdy zmarła w nekrologu tata napisał: „wzór Matki Polki”. Bo to była inicjatywa babci, by w czasie okupacji wziąć na wychowanie dziecko z sierocińca, którym był mój stryj Jan Tchórz - Dziecko Zamojszczyzny. 
Jedyne nasze wspólne zdjęcie z Babcią Janką  to jest to na schodach. Wracamy z mojego chrztu, na który poszłam pieszo. Rodzice nie mieli ślubu kościelnego, więc bardzo trudno było ochrzcić dziecko z takiego związku. Chrztu udzielił mi ksiądz Witkowski w parafii świętego Tadeusza Judy na Sadybie. I to jest zdjęcie schodach tego kościoła, który dziś wygląda zupełnie inaczej, a wtedy mieścił się w prywatnej Willi. Na zdjęciu babcia to ta pierwsza z lewej, obok niej stoi jej mama - prababcia Karolcia. W głębi moja Matka Chrzestna Maria Piotrowska, a obok moi rodzice. Zdjęcie robił mój Ojciec Chrzestny, czyli mój stryj Bronek Piekarski (1944-2003). Leży w jednym grobie ze swoim starszym bratem Antkiem (1928-1944), którego nigdy nie poznał, bo Antek poległ w Powstaniu Warszawskim, gdy Bronek był jeszcze w brzuchu. Stryj Bronek zmarł mając 59 lat, czyli tyle, ile ja mam teraz. #rocznicaśmierci #wspomnienie #jedynaczkazprl
Z domowego muzeum… Wakacje spędzane w mieście - z Z domowego muzeum… 
Wakacje spędzane w mieście - zarówno kiedyś i dziś - to czas odwiedzin w… ZOO. Na zdjęciu mój ojciec Maciej Piekarski (1932-1999) - ten w kapelusiku i jego starszy brat Antek (1928-1944) podczas ostatnich wakacji przed wojną. To ostatnie lata i beztroskiego dzieciństwa. Pięć lat później Antek ps. „Hamlet” jako żołnierz oddziału majora Barry będzie szedł kanałami śródmieścia, walczył o pałac Blanka, gmach PASTy i zginie przy ul. Zielnej 4 dnia 7 września. Maciek będzie na Sadybie posługaczem w filii Szpitala Ujazdowskiego. Przejdzie obóz przejściowy w Pruszkowie oraz tułaczkę do Częstochowy. Po wojnie zostanie historykiem sztuki, a następnie dziennikarzem… #wakacjewzoo #warszawskiezoo #maciejpiekarski #antonipiekarski #domowemuzeum
Wakacje w PRL to był dla mnie także czas wędkowani Wakacje w PRL to był dla mnie także czas wędkowania. Mistrzem wędkarskim oczywiście był tata. Na zdjęciu ze swoim ukochanym spinningiem w Kazimierzu Dolnym łowi ryby w Wiśle. Ja swoją pierwszą rybę – płotkę – złapałam w stawie w Radziejowicach, ale łowienie w rzekach też lubiłam, choć wolałam Bug od Wisły. Spinningowanie lubiłam bardzo. Jednak tata podarował mi spinning dopiero, gdy miałam 12 lat. Na pewno wpływ na to miało wydarzenie z Radziejowic, kiedy sam siebie złapał na spinning. Oczywiście nie wiedział o tym, ale czując, że coś trzyma jego wędkę tak szarpnął, że spinning złamał, a sam siebie wrzucił z pomostu do wody. Za szlufką jego brązowych, sztruksowych spodni tkwiła urwana z wędki błystka. W Kazimierzu ryby czasem nie brały, a czasem brały jak szalone. Do dziś najbardziej pamiętam jak popłynęliśmy naszym pontonem, (który na początku XXI wieku sparciał i trafił niestety na śmietnik) i z tegoż pontonu niemal ze środka rzeki łapaliśmy ryby. Ja ubrana we własny płócienny kapok z wykonanym czarnym flamastrem napisem MAŁGOSIA. W pewnym momencie coś złapało taty spinning. „Małgorela! Uważaj na wiosła!” zawołał tata walcząc z rybą, która ciągnęła wędkę, a tym samym nas wraz z całym pontonem pod prąd królowej polskich rzek. Po jakimś czasie udało mu się rybę wyciągnąć. Był to sporej wielkości sum. Wtedy pierwszy raz na własne oczy widziałam tak dużego, bo prawie metrowego suma. Patrzyłam mu prosto w oczy i podziwiałam wąsy. Potem tata nauczył mnie oprawiać ryby, a ja przekonałam się, że te złowione i zjedzone od razu mają zupełnie inny smak niż takie same, ale kupione w sklepie. Nauka oprawiania ryb bardzo się przydała w późniejszych latach. Zwłaszcza wtedy, gdy w liceum u mojego chłopaka musiałam pomóc jego mamie przy sprawieniu karpia... Ostatni raz byłam na rybach przeszło 35 lat temu i przyznam, że chętnie bym jeszcze pojechała łowić, ale nie wiem, czy moje leżące na strychu wędki jeszcze się do czegoś nadają. Poza tym moja książeczka wędkarska jest od 35 lat nieopłacona... No i nie wiem czy jeszcze dobrze pamiętam wszystkie obowiązujące wędkarskie przepisy. #wakacjewprl #wedkowanie #spinningowanie #wislawkazimierzu #kazimierzdolny
Z domowego muzeum: „Miałam dwie wizyty Stefana, kt Z domowego muzeum: „Miałam dwie wizyty Stefana, którego zaskoczyło na pl. Dąbrowskiego – a także Lula przyszła, na chwilę po niej Jarek. Listy miałam od Luli i od Freda, który potem doniósł mi, że jest ranny. B[ardzo]. żałuję, że nie odważyłam się go odwiedzić, ale stanęło mi to na przeszkodzie, że spadłam ze schodów i potłukłam się. Miałam okazję bezpośrednią do niego. Przysłał mi raz trochę miodu prawdziwego, potem 200 zł, na razie niepotrzebne. Odżywiałam się dobrze. Trudno mi było na górze gotować, ale stopniowo znosiłam zapasy swoje do Zosi, brałam też co dzień śniadania, obiady i kolacje z RGO (po 3 zł dziennie). Nastroje były różne. Częściej wesoło. Robiłam, co chciałam i do obowiązków społ[ecznych] należało dyżurować w bramie w dzień. Młodzi dyżurowali w nocy i na górze” - napisała w swoich wspomnieniach z Powstania Warszawskiego Zofia ze Skrzyneckich Ruszczykowska (1878-1946) - cioteczna siostra mojej prababki i równocześnie żona jej rodzonego brata Stanisława (1872-1920).
Fragmenty jej wspomnień ukazały się drukiem w materiałach z konferencji naukowej, która odbyła się w Muzeum Niepodległości 22 czerwca 2022 roku, a była poświęcona Powstaniu Warszawskiemu. Tytuł publikacji: „Dziś idę walczyć mamo… 78. rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego”. A tytuł artykułu to: „Dwie Ruszczykowskie, czyli matka i córka w Powstaniu Warszawskim oraz wpływ powstania na ich dalsze losy”. 
Wspomniany w tekście Stefan to przyrodni brat autorki wspomnień - Stefan Skawiński ur. 1875, a którego daty śmierci nie znam. Wiem, że zmarł bezdzietnie gdzieś na Śląsku. Niestety nie udało mi się ustalić kim byli Lula, Jarek i Fred. #domowemuzeum #powstaniewarszawskie #wspomnieniazpowstania #zofiazeskrzyneckichruszczykowska
Z domowego muzeum. Na jednym zdjęciu wiszący u mni Z domowego muzeum. Na jednym zdjęciu wiszący u mnie w domu na ścianie krzyż z pierwszego grobu, który był przy ul. Zielnej 4, w miejscu, gdzie poległ mój stryj Antoni Piekarski (1928-1944) ps. „Antek” i „Hamlet” - żołnierz powstańczej żandarmerii oddziału majora Barry oraz jego obecny grób na  Cmentarzu Czerniakowskim. Na tym samym cmentarzu leży jego ojciec, a mój dziadek Bronisław Piekarski (1901-1960) ps. „Omega” kwatermistrz batalionu Oaza. #powstaniewarszawskie #przodkowie #cmentarzczerniakowski #domowemuzeum
Z domowego muzeum, czyli... Powstanie Warszawskie. Z domowego muzeum, czyli... Powstanie Warszawskie. W tym roku we wspomnieniach Zofii ze Skrzyneckich Ruszczykowskiej (1878-1946). Jej mąż był rodzonym bratem mojej prababci Zofii z Ruszczykowskich Piekarskiej, a jej córka to Stefania z Ruszczykowskich Krosnowska (1913-1992), której dedykowałam swoją książkę "Drzewo Maurycego". 
Zofia mieszkała na Powiślu przy ulicy Lipowej 4a. Gdy wybuchło powstanie miała 66 lat. Nie działała w konspiracji. Swoje wspomnienia, w których opisała przeżycia cywila w ogarniętej walkami stolicy, spisała na gorąco po opuszczeniu Warszawy. Jej córka – Stefania podpisała ją, jako autorkę. 
"1 VIII. O godz., 17. Gdy się zaczęły silne i gęste ostrzały, zeszłam na parter i tam mieszkałam do 4. IX włącznie. Codziennie byłam u siebie, coś stamtąd zabierałam, prałam, ale w ostatnich dniach, ile razy weszłam na górę, zjawiały się samoloty. Na ogół trzymałam się dobrze duchowo, krzepiłam ducha w innych, chociaż czułam straszny niepokój o Stenię. Prowadziłam walkę ze sobą, ale Bóg mi pomagał. Całe otoczenie było dla mnie bardzo dobre. Z całym domem zżyłam się. Opuściłam komunię świętą w pierwszy piątek i pierwszą sobotę miesiąca. W sobotę napadł mnie strach, całą noc nie spałam. W niedzielę 6. VIII poszłam do kościoła przez dwa podwórza, ulicę Dobrą i następnie dwa podwórza. Przystąpiłam do spowiedzi i komunii. Bóg zesłał dla mnie spokój, który nie opuścił mnie aż dotąd. Często bywałam w kościele, przechodząc Dobrą przekopem pod szynami. Poza tym ksiądz pięć razy dziennie miał msze w korytarzu biblioteki. Ostatni raz – 3 września, w przeddzień naszej ucieczki, przedostatni – w dniu imienin Córuchny, Franusia przyjęła komunię na intencję Steni, a kilka osób składało mi życzenia. Pierwsza pani Krukowska, potem generałowa. Nigdzie nie chodziłam poza kościołem, raz tylko przeszłam przez tunel do p. Rymarkiewiczowej (zdaje się było to 25. VIII.)"
Zofia przeżyła powstanie. Zginęła przy ul. Rakowieckiej w 1946 roku przejechana przez samochód. Sprawców nigdy nie ustalono. Jej jedyna córka - sanitariuszka Powstania Warszawskiego - siedziała wtedy w Fordonie. #powstaniewarszawskie #domowemuzeum #zofiaruszczykowska #wspomnienia
Z domowego muzeum. To co widać na zdjęciu to żałob Z domowego muzeum. To co widać na zdjęciu to żałobna opaska. Dawno nie używana, bo… czasy się zmieniły. Kiedyś takie opaski były noszone na rękawie, najczęściej lewym, jako zewnętrzny znak żałoby po śmierci bliskiej osoby. Weszły do szerszego użycia w Europie w XIX wieku, choć podobne znaki żałoby znano już wcześniej. Opaski szczególnie rozpowszechniły się w epoce wiktoriańskiej, kiedy etykieta wymagała widocznego wyrażania smutku. Ale stosowano je także w Polsce. I to również w okresie PRL. Służyły nie tylko do okazania żalu, lecz także do informowania otoczenia, że jest się w żałobie i inni powinni zachować odpowiednią powagę w kontaktach. Były elementem tradycji wojskowej, urzędowej i rodzinnej. Do dziś u niektórych nadal pojawiają się podczas uroczystości żałobnych lub rocznic, ale rzadziej niż kiedyś. Co ciekawe w światowej literaturze można je znaleźć m.in. w książce Tove Jansson „Zima Muminków”. Tu opaski potrzebowali Muminek, Mała Mi i Too-tiki – z powodu śmierci roztargnionej wiewiórki, która zamarzła po spojrzeniu w oczy Lodowej Pani. Pokazana na zdjęciu żałobna opaska jest przechowywana w skórzanym etui. Należała do cioci Zosi Rogozińskiej. #zalobnaopaska #domowemuzeum #dawnezwyczaje #piekarscycompl
Z domowego muzeum. Te klasyczne okulary typu pince Z domowego muzeum. Te klasyczne okulary typu pince-nez (z francuskiego „ścisnąć nos”), bez zauszników, trzymające się wyłącznie dzięki sprężystemu metalowemu mostkowi ściskającemu nasadę nosa, najprawdopodobniej należały do mojego prapradziadka Michała Piekarskiego (1841–1938) lub jednego z jego synów – Władysława Jana (1877–1944), Franciszka Pawła (1878–1942) lub Henryka Maksymiliana (1886–1969), przyrodnich braci mojego pradziadka.
Tego typu okulary pojawiły się w latach 40. XIX wieku, a największą popularność osiągnęły w latach 1880–1900. Używano ich jeszcze do lat 30. XX wieku. Na zdjęciu widać owalne, niemal bezramkowe szkła z cienkim metalowym mostkiem i czarnymi podkładkami na nos – typowy przykład późnowiktoriańskich lub edwardiańskich pince-nez. Często noszono je z łańcuszkiem (panowie) lub wstążką (panie), aby ich nie zgubić.
Fioletowo-bordowe, tekturowe etui jest oryginalnym, charakterystycznym opakowaniem z epoki. Bywało wyściełane aksamitem lub delikatnym pluszem.
Pince-nez były symbolem ludzi wykształconych i przedstawicieli inteligencji – urzędników, lekarzy, nauczycieli, prawników czy ziemian. Ich noszenie wymagało pewnej wprawy, ponieważ utrzymywały się wyłącznie dzięki naciskowi sprężynującego mostka. W pierwszych dekadach XX wieku zaczęły stopniowo ustępować wygodniejszym okularom z zausznikami, jednak przez długi czas pozostawały synonimem elegancji i świadectwem dobrego wykształcenia. Dziś oryginalne pince-nez z zachowanym etui należą do coraz rzadszych pamiątek rodzinnych.
#domowemuzeum #pincenez #piekarscycompl #pamiatkirodzinne #genealogia
Z domowego muzeum. To brzytwa przyrodniego brata m Z domowego muzeum. To brzytwa przyrodniego brata mojego pradziadka – Henryka Maksymiliana Piekarskiego (1886-1969), tego który przychodząc do nas w odwiedziny przynosił mi czekoladę wedlowską „Jedyna”. Znam go tylko z opowieści, bo zmarł, gdy byłam bardzo mała. W rodzinie nazywany był „Pindziejkiem”, gdyż co drugie słowo, które wypowiadał, brzmiało „panie dziejku”. Jego brzytwa zachowana w oryginalnym etui to niemy świadek dawnego warszawskiego rzemiosła przemysłowego. Dzięki niej Pindziejek był zawsze nienagannie ogolony. Choć golenie za pomocą ostrych narzędzi towarzyszy ludzkości od tysiącleci, to brzytwy z ruchomym ostrzem schowanym w rękojeści to zdobycz XIX wieku. Przedstawiony egzemplarz wyprodukowała w okresie międzywojennym firma A. Mann, co widać po czytelnym napisie na ostrzu, a także tekturowej skuwce. Korzenie zakładu sięgają 1819 roku, kiedy pochodzący z Berlina Gustaw Dawid Mann wraz z Janem Röttlingerem założył w Warszawie pierwszą w Królestwie Polskim fabrykę specjalizującą się w instrumentach chirurgicznych i ortopedycznych. W roku 1860 syn założyciela, Alfons Mann (1827–1894) otworzył własny zakład, który później połączył z firmą ojca. Kolejni spadkobiercy i właściciele rozwijali przedsiębiorstwo. W okresie międzywojennym spółka działała pod nazwą „Fabryka Narzędzi Chirurgicznych, Weterynaryjnych i Narzędzi Stalowych Ostrych Alfons Mann, Spółka Akcyjna”. Jej reprezentacyjna siedziba i sklep mieściły się przy Placu Małachowskiego, natomiast główny zakład produkcyjny znajdował się na Pradze przy ul. Białostockiej 42. W latach 30. XX wieku fabryka oprócz asortymentu medycznego była m.in. wyłącznym producentem polskich szabel wojskowych (wz. 1921/22), a także bagnetów i kordzików.
Sama brzytwa to model klasyczny. W czasach, gdy jednorazowe maszynki do golenia jeszcze nie istniały, solidna brzytwa była inwestycją na całe dekady. Regularnie ostrzona na kamieniu i wygładzana na skórzanym pasie, przechodziła często z ojca na syna. #brzytwamanna #domowemuzeum #henrykpiekarski #pindziejek #rzemiosłowarszawskie
Wakacje w PRL to obozy harcerskie i dziś czas na s Wakacje w PRL to obozy harcerskie i dziś czas na słówko o wakacjach z lat 50. 
Mojego wujecznego brata Maćka (a właściwie Leszka Macieja) Steca nigdy nie poznałam, bo miałam niewiele ponad 3 miesiące, gdy zmarł. Urodzony 21 maja 1945 roku w Chełmie zmarł w listopadzie 1967 roku na zapalenie kłębuszków nerkowych. Miał 22 lata. Leży na Cmentarzu Centralnym w Szczecinie dokąd uciekli jego rodzice. Jego ojciec - mój wuj Stefan Stec (1923-1980) był poszukiwany przez UB. Maciek nie zdążył założyć rodziny. Po śmierci jego rodzonej, a mojej wujecznej siostry Danusi, w moje ręce trafiły rodzinne fotografie, które pomagają budować jego historię. Maciek był harcerzem. Na zdjęciu to drugi chłopiec po lewej stronie - ma szelmowski uśmiech swojego ojca, a także mojego dziadka Juliana Steca (1886-1960). Kim są jego koledzy - nie wiem. Wiem, że zdjęcie pokazuje ich prawdopodobnie jako wyruszających na obóz. Wnioskuję tak na podstawie czystości ubrań i starannym zapakowaniu plecaków. Co to była za drużyna? Zapewne SDH 3 należąca do Hufca ZHP Szczecin-Pogodno, bo to w tej dzielnicy przy ul. Krakusa pod nr 8 mieszkał Maciek i taka męska drużyna działała przy obwodowej Szkole Podstawowej nr 3 przy ul. Reymonta 23. Wspomniany hufiec powstał w kwietniu 1957 r. Jego założycielem i pierwszym komendantem był Telesfor Badetko (1920-1992 ) – harcmistrz, instruktor harcerski, żołnierz Szarych Szeregów i AK, powstaniec warszawski. W 1956 roku współorganizował odradzające się niezależne harcerstwo w Szczecinie. Funkcję komendanta Hufca ZHP Szczecin-Pogodno pełnił do 30 września 1960 roku. Usunięto go ze stanowiska pod zarzutem nawiązywania do tradycji przedwojennego harcerstwa, używania jego symboliki i haseł oraz z powodu przeszłości w AK. Zdjęcie zapewne pochodzi z początków historii Hufca, bo widać na nim chłopców mających 12-13 lat, a przecież Maciek urodził się w 1945 roku... #domowemuzeum #leszekmaciejstec #historiaharcerstwa #hufieczhpszczecinpogodno #wakacjewprl
Trwa oficjalna premiera albumu fotograficznego „Fo Trwa oficjalna premiera albumu fotograficznego „Fotoreporter na wojnie. 36 klatek”. Ta 256-stronicowa publikacja prezentuje unikalne spojrzenie na Powstanie Warszawskie oczami prasowych sprawozdawców wojennych Polskich Sił Zbrojnych. Książka zawiera starannie opracowany katalog 180 historycznych fotografii pochodzących bezpośrednio ze zbiorów muzealnych. Wydawnictwo skupia się na dokumentacji walk oraz realiów wojennych tamtych dni. #fotoreporternawojnie #36klatek #muzeumpowstaniawarszawskiego #fotoreporterwojenny
Z domowego muzeum… To pamiątka po moim pradziadku Z domowego muzeum… To pamiątka po moim pradziadku Ludwiku Michajłowiczu Piekarskim (1869–1945). Jest to srebrna tablica pamiątkowa, na której widnieje dedykacja w języku rosyjskim: „Dobremu i ukochanemu naczelnikowi Ludwikowi Michajłowiczowi Piekarskiemu od robotników Zakładów Mechanicznych Dobrowa i Nabholca w Niżnym Nowogrodzie.” i data 3 września 1893. 
Zakłady Dobrowa i Nabholca należały wówczas do największych przedsiębiorstw przemysłowych Imperium Rosyjskiego. Powstały w 1864 roku w Moskwie z inicjatywy braci Dobrowych – inżyniera-mechanika Aleksieja Aleksiejewicza i kolegialnego asesora Siergieja Aleksiejewicza – oraz szwajcarskiego kupca Bogdana Iwanowicza Nabholca (Gottlieba Nabholza). Firma szybko się rozrosła. W 1873 roku przejęła w Niżnym Nowogrodzie kilka mniejszych zakładów: odlewnię żeliwa kupca Koszelewa, warsztaty młynarskie Austriaka I.O. Horvatha, fabrykę mechaniczną Anglika G. Garretta oraz tartak w Kanawinie. Specjalizowała się w produkcji maszyn parowych, kotłów, urządzeń młynarskich, turbin, konstrukcji stalowych, odlewów żeliwnych, a nawet budowała parostatki i barki na własnej stoczni nad Oką. Pod koniec XIX wieku miała oddziały w Saratowie, Samarze, Jekaterynburgu, Rostowie, Charkowie i Jekaterynosławiu, a w 1896 roku (3 lata po wręczeniu tablicy) prezentowała swoje wyroby na Wszechrosyjskiej Wystawie Przemysłowo-Artystycznej w Niżnym Nowogrodzie – największej wystawie imperium, finansowanej bezpośrednio przez cara Mikołaja II. Ta tablica jest nie tylko rodzinną pamiątką, ale również świadectwem historii polskiego inżyniera pracującego na kierowniczym stanowisku w jednym z najważniejszych zakładów przemysłowych Rosji końca XIX wieku.  Fakt, że pradziadek dostał tablicę od robotników a nie np. od administracji jest dla mnie poruszający. #domowemuzeum #ludwikpiekarski #pamiatkarodzinna #piekarscycompl
Obserwuj na Instagramie

Archiwa

  • maj 2026
  • listopad 2022
  • kwiecień 2022
  • październik 2021

Kategorie

  • Nowości
  • Sesje Foto

Więcej o mnie

  • Strona Domowa
  • Blog
  • Legendy Warszawskie
  • Portal genealogiczny
  • Warsztaty Dziennikarskie
Designed by Nasio Themes || Powered by WordPress