Skip to content
  • O projekcie
  • Pluszaki
    • Bieluch
    • Bokser
    • Bracia Ruszczykowscy
    • Bronek
    • Buras
    • Kluś
    • Miamol Pacan
    • Paddington
    • Szara żyrafa
    • Wojtek
    • Zieliński
  • Aktualności
  • Kontakt
muzeum theme logo

Stare Pluszaki

Zabawki widzą wszystko

  • O projekcie
  • Pluszaki
    • Bieluch
    • Bokser
    • Bracia Ruszczykowscy
    • Bronek
    • Buras
    • Kluś
    • Miamol Pacan
    • Paddington
    • Szara żyrafa
    • Wojtek
    • Zieliński
  • Aktualności
  • Kontakt
Home   »  Pluszaki

Pluszaki

Jest nas wiele. Siedzimy na półkach z książkami, leżymy w kołysce. Każdy z nas ma swoją historię.

  • Bieluch
  • Bokser
  • Bronek
  • Bracia Ruszczykowscy
  • Buras
  • Kluś
  • Miamol Pacan
  • Paddington
  • Szara Żyrafa
  • Wojtek
  • Zieliński

A gości było...

  • 8
  • 19 790

Autorka na Facebooku

Facebook
  • Miamol i Bokser na wakacjach w Kołobrzegu i okolicach
  • Sesja zdjęciowa Miamola w Radziejowicach
  • Zieliński i Wojtek są już z nami
  • Ruszamy!

Ostatnie wpisy

mkpiekarska

pisarka, dziennikarka, historyczka sztuki, genealożka. Matka Panicza Syna i „Żoniszcze” nieocenionego „Pana Menża”. Zwierzolub. Lubi fotografować.

Wakacje to czas podróży - także zagranicznych. Jak Wakacje to czas podróży - także zagranicznych. Jak podróżowano dawniej? Zbigniew Piekarski (1905-1924) - najmłodszy brat mojego dziadka i bohater mojej książki „Dziewiętnastoletni marynarz” był uczniem Szkoły Morskiej w Tczewie i uczestnikiem jednego ze szkolnych rejsów, o którym przeszło sto lat temu pisał: „Od tygodnia z górą, jak to pewnie wiadomo Tatusiowi z moich pocztówek, jestem na „Lwowie”. W podróży od Gdyni do Dunkierki widziałem wiele rzeczy nieprawdopodobnych, jak na przykład, pranie bielizny w naczyniach, w których w czasie obiadu roznoszą zupę dla emigrantów, lub rzyganie do tych samych naczyń, których miedzy innymi tak samo jak i talerzy, kubków i łyżek nigdy nie myją tylko wprost opłukują, tak że siadając do stołu można już wiedzieć co będzie na obiad lub kolację. Tak samo niewiarygodną rzeczą może się wydawać wydanie nam żywności na dwie doby w postaci ½ bochenka chleba i kawałka surowej i słonej jak pies kiełbasy długości 6-7 centymetrów. Po drodze z Dunkierki do Cherbourga zatrzymywaliśmy się w Arras, Amiens, Rouen, Medizon i Serqigny mogliśmy zwiedzić to miasto gdyż w każdem zatrzymywaliśmy się na 3-5 godzin. W Rouen mieliśmy na przykład możność obejrzenia sławnej katedry z grobami Joanny D’Arc i Ryszard Lwie Serce i wielu innych sławnych kardynałów i monarchów. W Dunkierce jest wspaniały port cały podzielony na oddzielne baseny odgrodzone jeden od drugiego ruchomymi mostami, które przy nadejściu statku bez szumu powolutku się przekręcają i pozostawiają wolne przejście dla statku.” A na obrazku jedna z wielu pocztówek jakie wysłał do rodziców. #statekszkolnylwow #szkolamorskawtczewie #dziewiętnastoletnimarynarz #historia #zbigniewpiekarski
Wakacje to czas podróży także zagranicznych. To zd Wakacje to czas podróży także zagranicznych. To zdjęcie z 1933 roku przedstawia ulicę w Casablance. Pochodzi z albumu fotograficznego, który odziedziczyłam po mojej ukochanej cioci, a właściwie babci Stefanii z Ruszczykowskich Krosnowskiej (1913-1992) i pochodzi ze spuścizny po jej mężu Ryszardzie Krosnowskim (1910-1973). Są to zdjęcia z podróży za ocean statkiem „Polonia” w kwietniu 1933 roku. Wszystkie zdjęcia z podróży są podpisane odwiedzanymi miejscami. 
„Polonia” był to statek pasażerski, używany w latach 1912-1939. Początkowo nosił nazwę Kursk. W 1930 roku na mocy umowy z 11 marca 1930 roku – za sumę 18 milionów złotych – przeszedł, razem z SS „Pułaski” i SS „Kościuszko”, pod banderę polską, do spółki Polskie Transatlantyckie Towarzystwo Okrętowe (PTTO) i własnie wtedy bohaterowie kolejnych zdjęć odbyli nim podróż. Od roku 1933 skierowano statek na tzw. linię palestyńską Konstanca-Stambuł-Jafa-Hajfa-Pireus-Stambuł-Konstanca, gdzie przewoził przede wszystkim emigrujących z Polski do Palestyny Żydów. Na tej trasie statek odbył 123 rejsy. Pływał też jako wycieczkowiec. #rejsstatkiem #statekpolonia #casablanca🇲🇦
Czy media społecznościowe marzą o powrocie publicz Czy media społecznościowe marzą o powrocie publicznego pręgierza? Ponad milion wyświetleń, tysiące obcych osób i fala hejtu, która zalała mój profil po wpisie o rocznicy śmierci byłego męża. Analiza statystyk, którą przeprowadziłam, pokazuje przerażający mechanizm: Facebook promuje treści, które budzą skrajne emocje, nawet jeśli ceną jest publiczny lincz. Dlaczego system nagradza nienawiść, a nie dialog? I dlaczego 2000 znaków to dla wielu za mało, by wykazać się empatią? Czy 25 dolarów zysku zrekompensuje mi to z czym się zetknęłam? Zapraszam do przeczytania mojego nowego wpisu. #pregierz #hejt #przemocdomowa #monetyzacja
Więcej:http://blog.piekarska.com.pl/?p=191264
Wychowywałam się na Żoliborzu, więc Maria Kownacka Wychowywałam się na Żoliborzu, więc Maria Kownacka (1894–1982) była mi bliska, bo mieszkała w mojej ojczystej dzielnicy - przy ulicy Słowackiego 5/13 - gdzie dziś mieści się Jej Izba pamięci. Ale Kownacka to nie tylko Warszawa i Żoliborz, ale też Łomianki. Tu u zbiegu ulic Warszawskiej i Szpitalnej, znajduje się pomnik pisarki przedstawiający ją w towarzystwie Plastusia. Ławeczka, której inicjatorami byli Aleksandra i Maciej Moraczewscy, a której projekt artystyczny stworzyli Magdalena Walczak i Marcin Mielczarek, powstała w ramach budżetu obywatelskiego i została odsłonięta 13 września 2023 roku, upamiętniając silny związek pisarki z Łomiankami, gdzie przy ulicy Szpitalnej mieścił się jej letni dom nazywany „Plastusiowem”. Kto miał drewniany piórnik ten kocha Plastusia.
#plastus #lomianki #mariakownacka #plastusiowalaweczka
Wakacje w PRL, czyli znów Kazimierz Dolny. Mama ku Wakacje w PRL, czyli znów Kazimierz Dolny. Mama kupuje coś na straganie w rynku. Zapewne jakieś owoce. Co jeszcze kupowaliśmy? Mama uwielbiała... Włocławek. W rynku był firmowy sklep, w którym zaopatrywała się w takie Włocławki o jakich marzyła. Stąd do dziś w domu mam mnóstwo naczyń kuchennych, ale też włocławkowski żyrandol, lamkę nocną i lustro w prostokątnej ramie. Mama marzyła o okrągłym, ale taką ramę we włocławkowskim sklepie sprzątnęła jej sprzed nosa Danuta Rinn. Wspominałam już, że mama nie lubiła, gdy nosiłam sztuczną biżuterię, a zabraniała mi noszenia srebrnej, bo zgubię. Na zdjęciach ma na szyi mój srebrny wisiorek z różyczką, który dostałam od mojej matki chrzestnej, a którego nie pozwalała mi nosić, bo zgubię. Jedne z wakacji w Kazimierzu spędzaliśmy na prywatnej kwaterze w Batorym z Kasią - pasierbicą mojego stryjecznego stryja. Jak napisałam w niewydanych wspomnieniach pt. "Jedynaczka z PRL" - "Kto wymyślił zabawę laleczkami, nie wiem, ale przecież w coś musiałyśmy się bawić, by nie zwariować z nudów. W kioskach zbyt ciekawych rzeczy nie można było kupić, ale w każdym obecne były małe plastikowe laleczki-bobaski, ubrane tylko w majtki ze wstążki. Wraz z Kasią szyłyśmy im z innych wstążek nowe ubrania. Kupiłyśmy w pasmanterii na rynku igły, nitki i metry różnych wstążek, z których wyczarowywałyśmy niezwykłe kreacje, choć nasze lalki były bobasami i poza śpiochami tak naprawdę nic im się od życia nie należało". Pasmanteria mieściła się w rynku, tak samo jak widoczny na zdjęciach stragan z owocami, czy wspomniany sklep z fajansami z Włocławka. Lubię zwiedzać świat, ale wakacje najbardziej lubię w Polsce. #wspomnienie #wakacjewprl #kazimierzdolny
Już 𝟏𝟗 𝐥𝐢𝐩𝐜𝐚 (najbliższa niedziela) o godz. 𝟏𝟐:𝟎𝟎 Już 𝟏𝟗 𝐥𝐢𝐩𝐜𝐚 (najbliższa niedziela) o godz. 𝟏𝟐:𝟎𝟎 zapraszam na „𝐖𝐞𝐞𝐤𝐞𝐧𝐝𝐨𝐰𝐞 𝐳𝐰𝐢𝐞𝐝𝐳𝐚𝐧𝐢𝐞 𝐳 𝐩𝐫𝐳𝐞𝐰𝐨𝐝𝐧𝐢𝐤𝐢𝐞𝐦” do Muzeum X Pawilonu Cytadeli Warszawskiej. Oprowadzę po wystawie stałej oraz Galerii Malarstwa Aleksandra Sochaczewskiego.
Podczas zwiedzania będzie można poznać 𝐡𝐢𝐬𝐭𝐨𝐫𝐢𝐞̨ 𝐂𝐲𝐭𝐚𝐝𝐞𝐥𝐢 𝐖𝐚𝐫𝐬𝐳𝐚𝐰𝐬𝐤𝐢𝐞𝐣 w XIX i XX wieku, losach 𝐰𝐢𝐞̨𝐳́𝐧𝐢𝐨́𝐰 𝐗 𝐏𝐚𝐰𝐢𝐥𝐨𝐧𝐮, a przede wszystkim zobaczyć poruszające 𝐨𝐛𝐫𝐚𝐳𝐲 𝐀𝐥𝐞𝐤𝐬𝐚𝐧𝐝𝐫𝐚 𝐒𝐨𝐜𝐡𝐚𝐜𝐳𝐞𝐰𝐬𝐤𝐢𝐞𝐠𝐨, poświęcone doświadczeniom polskich zesłańców na Syberii.
Cykl „𝐖𝐞𝐞𝐤𝐞𝐧𝐝𝐨𝐰𝐞 𝐳𝐰𝐢𝐞𝐝𝐳𝐚𝐧𝐢𝐞 𝐳 𝐩𝐫𝐳𝐞𝐰𝐨𝐝𝐧𝐢𝐤𝐢𝐞𝐦” to okazja, aby odkrywać muzealne ekspozycje w towarzystwie przewodnika bez ponoszenia dodatkowej opłaty za oprowadzanie. Aby wziąć udział w wydarzeniu, wystarczy zakupić bilet wstępu do muzeum. Zapraszam naprawdę bardzo serdecznie. #aleksandersochaczewski #muzeumxpawilonu #oprowadzaniekuratorskie
Z domowego muzeum. Wakacje, więc czas na kurort sp Z domowego muzeum. Wakacje, więc czas na kurort sprzed 100 lat. Na odwrocie tej fotografii mój pradziadek, Ludwik Piekarski, odręcznie zanotował: „Kąpiele mineralne”. To historyczny budynek Kursału w Anapie.
Na początku XX wieku obiekt ten był uznawany za jeden z najlepszych tego typu na wybrzeżu Morza Czarnego. Budynek pełnił rolę centrum kulturalnego, w którym organizowano spektakle, koncerty i wydarzenia dla dzieci. Co istotne, to właśnie na terenie Kursału znajdowało się pierwsze w mieście muzeum – „Gabinet Starożytności” – założone w 1909 roku przez archeologa N.I. Weselowskiego. Był to wybitny archeolog i profesor Uniwersytetu Petersburskiego, którego badania na wybrzeżu Morza Czarnego trwale zapisały się w historii nauki. Profesor angażował się w życie lokalnej społeczności, zasiadając w radzie miasta Anapa. Jego inicjatywa stworzenia „Gabinetu Starożytności” dała początek pracom badawczym nad  historią antycznych mieszkańców tych ziem.
Ktoś może spytać: dlaczego pradziadek podpisał zdjęcie „Kąpiele mineralne”. Otóż w tamtym okresie Kursały pełniły funkcję wielofunkcyjnych centrów uzdrowiskowych, łączących życie kulturalne z leczniczym. Dla ówczesnego kuracjusza najważniejszą usługą dostępną w takim obiekcie były właśnie kąpiele w wodach mineralnych. Zapis na odwrocie zdjęcia stanowi więc autentyczne świadectwo praktycznego wykorzystania tego obiektu przez pradziadka. 
Budynek niestety nie przetrwał do czasów współczesnych. #anapa #morzeczarne #domowemuzeum #starafotografia
Wakacje w PRL to czas obozów harcerskich. Byłam na Wakacje w PRL to czas obozów harcerskich. Byłam na 4. To zdjęcie z 1980 roku z obozu w Łubie k. Włocławka. Wg zapisów w mojej książeczce obóz trwał od 26 lipca do 20 sierpnia 1980 roku. Pamiętam jak drużynowy na ognisku tłumaczył nam powody strajków na wybrzeżu. Na obozie spaliśmy pod namiotami na pryczach. Łóżka zbudowane ze ściętych drzew były wyplecione sznurkami, na których leżały sienniki napełnione słomą przywiezionym przez jakiegoś miejscowego chłopa. Na siennikach leżały prześcieradła, a na prześcieradłach śpiwory w wszytymi w środek kolejnymi prześcieradłami. Do wyposażenia namiotu należał też tzw. kombajn, czyli półka wypleciona ze sznurków, na której trzymaliśmy swoje ubrania. W półkę wbite były gwoździe, na których wisiały nasze ręczniki. Czasami starczało miejsca na to, by w namiocie był jeszcze stół i coś do siedzenia. Menażki i manierki przeważnie wisiały przed namiotem. Obóz w Łubie był moim trzecim. Byłam już doświadczoną harcerką, miałam krzyż i wiele sprawności. Ja to ta dziewczynka z grzywką w ciemnej kangurce i spuszczonym w ziemię wzrokiem.  Pamiętam wszystkich z tego zdjęcia: Ewę, która siedzi tuż obok mnie po mojej lewej stronie, Andrzeja, Maćka, który zasłonił twarz rękoma, Konrada, który mieszkał na moim podwórku w bloku naprzeciwko i Jacka. Tyłem do zdjęcia stoi nasza oboźna… Harcerstwo na pewno nauczyło mnie zaradności. Nigdy nie gubię się w lesie. Umiem rozpalić ognisko i porządnie je zgasić. Potrafię rozłożyć i złożyć każdy namiot. Jestem też w stanie wyjść z domu w kilka minut. Pamiętam wszystkie piosenki harcerskie i czasem, gdy jestem sama w samochodzie i jadę w długą trasę, to śpiewam. Ostatnio z Paniczem Synem w podróży do Bydgoszczy śpiewaliśmy „Balladę o Krzyżowcu”, bo Panicz też należał do harcerstwa i też jeździł na obozy. Podobnie jak mój ojciec, a jego dziadek. Różnice takie, że dziadek przed wojną, ja w PRL, a Panicz Syn w III RP. Ale wszystkich nas uczono tego samego. #wakacje #harcerstwo #wspomnienie #refleksja
Dziś mija 14 rocznica śmierci mojego byłego męża. Dziś mija 14 rocznica śmierci mojego byłego męża. Mój przyjaciel, kochanek, mąż i kat w jednym. Czas wprawdzie nie leczy ran tylko uczy z nimi żyć, ale… on już niczego zmienić nie może, a pod koniec życia wielokrotnie przeprosił za wszystko. Dlatego czas na dobre wspomnienie i okazja, by pokazać jedno z moich ulubionych zdjęć tego człowieka kochającego wolność, nienawidzącego konwenansów i hipokryzji. A jednocześnie uwikłanego w patriarchalny obraz świata. Cezarego poznałam, gdy byliśmy w szkołach średnich. Często rozumieliśmy się bez słów i mieliśmy takie same poczucie humoru. Miał wiele talentów. Najpierw do akwarystyki, potem do rysowania i fotografowania, które uwielbiał. Do dziś mam sporo jego zdjęć, ale też rysunków i obrazów. Analizując jego los doszłam do wniosku, że przeżycia poprzednich pokoleń często determinują nasz los. On jest tego najlepszym przykładem. Gdyby w lipcu 1944 roku rodzina jego mamy nie wyjechała z Warszawy na letnisko być może wszystko potoczyłoby się inaczej. A tak… wyjechali. Wybuchło powstanie. Kamienica na Freta, w której mieli mieszkanie zniknęła z powierzchni ziemi. Gdy w 1945 roku wrócili do Warszawy nie mieli gdzie mieszkać. Moja teściowa była nastolatką i zamieszkała ze swoim tatą. Jej mama z jej dorosłą już siostrą. To rozbicie rodziny w wieku dojrzewania tak samo jak utrata domu sprawiły, że teściowa nie wiedziała co to kompromis, nie potrafiła stworzyć udanego związku i nie nauczyła tego swojego syna. Sama wychowywała go despotycznie, a jej despotyzm przeszedł na niego... Dziś myślę, że było to męczące nie tylko dla mnie, ale i jego samego. Ona chciała, by syn żył wg jej wskazówek,  on chciał, by jego żona, czyli ja - żyła pod jego dyktando. Zmarnowała swoje jedyne dziecko, którego największym sukcesem pozostał… nasz syn. Na tym zdjęciu Cezary, który ma świat u swoich stóp. Jeszcze wszystko może zmienić. I jeszcze nie wie, że nie zmieni i zmarnuje życie… 
#wspomnienie #rocznicaśmierci #cezaryszymczak
Z domowego muzeum… Pochodząca z 1896 roku puszka f Z domowego muzeum… Pochodząca z 1896 roku puszka firmy Жоржь Бормань w moim domu od pokoleń służy do przechowywania mieszanek herbaty liściastej. Pierwotnie jednak były w niej słodycze. Produkująca je firma działała do rewolucji 1917 r. Założycielem przedsiębiorstwa był Grigorij Nikołajewicz Borman (1837–1918). W 1862 roku otworzył w Petersburgu przy Newskim Prospekcie niewielki sklep z wyrobami cukierniczymi pod nazwą Жоржь Бормань. Firma szybko się rozwijała – w 1870 roku na Ogólnorosyjskiej Wystawie w Petersburgu jej produkty otrzymały brązowy medal, a dzienna produkcja sięgała wówczas około półtorej tony wyrobów. W 1876 roku Grigorij Nikołajewicz Borman otrzymał tytuł „Dostawcy Dworu Jego Cesarskiej Mości”, co uprawniało do umieszczania godła państwowego (dwugłowego orła) na opakowaniach, co jest widoczne na puszce z 1896 roku. Firma posiadała hurtownie w Moskwie i Niżnym Nowogrodzie. W 1878 roku marka otrzymała złoty medal na Wystawie Światowej w Paryżu, a w 1895 roku – dwa kolejne złote medale w Paryżu oraz honorowy dyplom z medalem na wystawie w Chicago. W 1895 roku firma przekształciła się w Towarzystwo. Pod koniec XIX wieku otwarto fabrykę w Charkowie, a następnie sklep, którego wnętrza zachowały się do dziś. Przedsiębiorstwo produkowało herbatniki, czekoladę, cukierki, dropsy owocowe, landrynki, kakao, kawę, gofry, ciasta, pastylę oraz inne wyroby cukiernicze. Opakowania wyróżniały się starannym projektem i wysoką jakością druku. Puszka jest jednym z charakterystycznych przykładów ozdobnych opakowań firmy z okresu, gdy posiadała ona status dostawcy dworu cesarskiego. #domowemuzeum #жоржборман
Wystawa, z powodu której jeździłam do Wiednia, już Wystawa, z powodu której jeździłam do Wiednia, już otwarta. A obraz „Odezwa PPR” ze zbiorów Muzeum Niepodległości jest jednym z 80 tam prezentowanych.
W Galerii Lower Belvedere do 10 stycznia 2027 roku można zobaczyć pierwszą w Austrii dużą retrospektywę Erny Rosenstein (1913–2004) – kluczowej postaci powojennej polskiej awangardy. Tytuł wystawy „On the Other Side of Silence” idealnie oddaje charakter jej twórczości: „po drugiej stronie milczenia, w przestrzeni pamięci, traumy i nieustającej wyobraźni. 
Rosenstein urodziła się we Lwowie, studiowała w Wiedniu (Akademia dla Kobiet, 1932–1934) i Krakowie. Przeżyła Zagładę – w 1942 roku na jej oczach zamordowano rodziców podczas próby ucieczki. Sama przeżyła, ukrywając się pod fałszywymi nazwiskami. Po wojnie pozostała wierna lewicowym ideałom, ale w sztuce odrzuciła socrealizm. Sięgała po surrealizm, biomorficzną abstrakcję i figurację, tworząc wielowarstwowy język, w którym słowo i obraz są nierozerwalnie połączone (była też poetką).
Jej prace – obrazy, rysunki, asamblaze – wracają obsesyjnie do pamięci o zamordowanych rodzicach, do getta, wojny i straty. Wystawa pokazuje, jak artystka przez sześć dekad przetwarzała doświadczenie przemocy.
„Odezwa PPR” wpisuje się w ten kontekst polityczno-osobisty – Rosenstein wstąpiła do Polskiej Partii Robotniczej w 1945 roku. To jeden z wielu eksponatów, które przypominają, jak jej sztuka splatała się z historią.
#ErnaRosenstein #BelvedereWien #SztukaPolska #PowojennaAwangarda #muzeumniepodległości
Troszkę dziewiętnastowiecznego nacjonalizmu i uprz Troszkę dziewiętnastowiecznego nacjonalizmu i uprzedzeń narodowościowych. „To raczej przypisać należy nienawiści, jaką w ogóle my, Polacy, czujemy do Niemców. Naród to jest wstrętny nam i przyznam się szczerze, że ja ich nie bardzo lubię. A przy tym Szulc źle mówi po polsku, choć tutejszą kaszę je, gburowaty jest i nieuczynny, a zuchwały jak każdy Niemiec; chętnie daje na kredyt, a potem dłużników traduje sądownie z nieubłaganym uporem” - napisał Walery Przyborowski (1845-1913) w jednej ze swoich kryminalnych powieści. A ponieważ w dalszej części to ów Niemiec okazuje się czarnym charakterem, więc wiele to wszystko mówi zarówno o autorze, jak i o jego epoce. Bo z punktu widzenia logiki tekstu morderca nie musiał być Niemcem. #waleryprzyborowski #nocz3na4grudnia #kryminałretro
Wakacje sprzed przeszło 110 lat... Powszechnie uwa Wakacje sprzed przeszło 110 lat... Powszechnie uważa się, że Polacy zaczęli jeździć na wakacje dopiero w 20-leciu międzywojennym.  Wcześniej wyjazdy rekreacyjne były bardzo ograniczone, bo wyjeżdżała głównie elita. Najczęściej „do wód”, czyli uzdrowisk lub na letniska. Lato 1911 roku było dla mojego dziadka Bronisława Piekarskiego (1901-1960) i jego braci: Czesława (1902-1961) i Zbigniewa (1905-1924) - bohatera mojej książki "Dziewiętnastoletni marynarz" - wyjazdem na letnisko. Miejscem gdzie wyjechali były... Stryhany. To niewielka miejscowość w guberni wołyńskiej ówczesnego Imperium Rosyjskiego, położona w okolicach Sławuty. Na początku XX wieku otaczały ją lasy, pola i majątki ziemskie, dzięki czemu  miała charakter spokojnego letniska. Na drugim zdjęciu prawdopodobnie uwieczniono okazały młyn należący do majątku książąt Czetwertyńskich – właścicieli Stryhan na początku XX wieku. Możliwe, że na trzeciej fotografii, która jest nieostra, a znajduje się na niej 5 dzieci, jednym z nich jest rówieśnik dziadka urodzony w Stryhanach Edward Światopełk Czetwertyński (1901-1987). Ale to tylko przypuszczenie. To co jest pewne, że obaj się znali, bo obaj byli specjalistami inżynierami od budownictwa wodociągowego i ich drogi wielokrotnie w dorosłym życiu się przecięły. Co robiły dzieci w czasie wakacji w Stryhanach? Myślę, że obecność przyrody i rzeki Horyń sprzyjała ciekawym pomysłom na dziecięce zabawy. Negatywy zdjęć przekazałam do Archiwum Akt Nowych. #stryhany #wakacje #domowemuzeum #bronislawpiekarski #starefotografie
Biblioteka w Kutnie napisała: „To wzruszająca i mą Biblioteka w Kutnie napisała: „To wzruszająca i mądra opowieść o rodzinie, wspomnieniach i tym, jak ważne są korzenie. Autorka z niezwykłą wrażliwością pokazuje świat młodych bohaterów, którzy odkrywają, że przeszłość może mieć ogromny wpływ na przyszłość. Książka skłania do refleksji i uczy dostrzegać to, co naprawdę ważne”. O tej i innych książkach na stronie: https://ekutno.pl/pl/14_kultura/76922_niezapomniane-przygody-ukryte-na-kartach-ksiazek-w-kutnowskiej-bibliotece.html 
#drzewomaurycego
Z notatek genealożki. Dzisiaj, 11 lipca, mija 158 Z notatek genealożki. Dzisiaj, 11 lipca, mija 158 rocznica śmierci Kazimierza Piekarskiego (1868–1868) – pierworodnego syna mojego prapradziadka Michała Franciszka Piekarskiego (1841–1938). Nie wiem jak wyglądał chłopiec, który żył niecałe 5 miesięcy. 
Jego mama, Julia ze Stalskich Piekarska (1843–1873), miała zaledwie 25 lat, gdy go urodziła. W sumie urodziła Michałowi troje dzieci. Zmarła przy porodzie najmłodszej córki, Marii Julii Piekarskiej, późniejszej Brudzińskiej, mając niecałe 30 lat.
Po śmierci Julii mój prapradziadek ożenił się z jej rodzoną siostrą. Zrobił to, by pozostała dwójka dzieci – mój pradziadek Ludwik Roch Piekarski (1869–1945) i jego młodsza siostra Maria Julia Piekarska (1873–1899) – nie wychowywały się jako zupełne sieroty, lecz pod opieką cioci, która była dla nich najbliższą rodziną.
Na zdjęciu widać grób Kazimierza, jego mamy Julii oraz jego dziadków: Julianny z Dobrzańskich Piekarskiej (1812–1849) i Pawła Piekarskiego (1799–1865), rodziców Michała. Julianna zmarła 17 marca 1849 roku, mając zaledwie 37 lat, a więc również młodo. Grób został niedawno odnowiony przez mojego stryjecznego stryja Edwarda. Spoczywa w nim także jego ojciec - Czesław Piekarski (1902–1961) - syn Ludwika i rodzony brat mojego dziadka Bronisława (1901-1960). Ludwik oraz Bronisław spoczywają w jednym grobie na cmentarzu Czerniakowskim. Michał - syn Julianny i Pawła, mąż Julii ze Stalskich, ojciec Kazimierza, Ludwika i Marii na Starych Powązkach kilka grobów dalej wraz z drugą żoną Zofią - rodzoną siostrą pierwszej żony. Czy wszyscy czytelnicy zgubili się w tych koligacjach? #genealogia #starepowazki #grobowiecrodzinny #rocznicasmierci
Wakacje w PRL to także kolonie. Jeździłam do Rabki Wakacje w PRL to także kolonie. Jeździłam do Rabki Zdrój, gdzie w domu przy ul. Cichej 14 prywatne kolonie prowadziły siostry Urszulanki. Wspominam je bardzo dobrze. Wtedy - jak napisałam w niewydanej książce pt. "Jedynaczka z PRL" - "wielką popularnością cieszył się serial „Janosik”, więc bawiliśmy się przeważnie w Janosika i każdy z nas chciał być Janosikiem. Siostry wiedziały o tych zabawach i na wstępie informowały, że w zabawie w Janosika wolno bawić się w pieczenie barana, rabowanie bogatych i rozdawanie biednym, ale nie wolno bawić się w wieszanie Janosika. Mama wytłumaczyła mi dużo później, że jakoś rok przed moim pierwszym pobytem w Rabce w pobliskiej Chabówce dzieci bawiły się w Janosika i jedno z nich zabawy nie przeżyło." Ze względu na taką zabawę marzeniem każdego z nas była ciupaga i gdy odwiedzili mnie rodzice i zabrali na targ do Nowego Targu to ubłagałam zakup. Widać ją na zdjęciu przewieszoną przez moje ramię. Jednak poza identyfikacją z Janosikiem identyfikowałam się z moją płcią, więc ważna dla mnie była... biżuteria. Na kolejnym zdjęciu widać jak wybieram sobie coś na straganie. Mama nienawidziła tych moich ciągot do błyskotek, ale... zabraniała nosić srebrną biżuterię, którą dostawałam w prezencie. Uważała, że zgubię. Na zdjęciach widać przy moim bistorowym kombinezonie (rok 1976 i jeansy to była rzecz trudna do zdobycia) znaczek. Cóż na nim jest? Pippi Langstrumpf! Zdjęcie z serialu. Na tym bazarze, dosłownie chwilę przed tym, jak tata zrobił mnie i mamie zdjęcie, jakaś dziewczynka spytała mnie: "Gdzie kupiłaś tę Pipę?" Co odpowiedziałam - nie pamiętam. Natomiast oboje rodzice płakali ze śmiechu z powodu tego pytania, bo słowo "Pipa" nie kojarzyło się im z Pippi, ale z czymś zupełnie innym. Na zdjęciu w rękach mamy jej ukochany wakacyjny worek z Cepelii. Mama ubrana jest w składający się z kamizelki i spódnicy kostium, uszyty przez krawcową z zakładu przy ul. Elbląskiej. Tata zawsze uważał, że nie ma nic seksowniejszego niż kobieta w kraciastej spódnicy. Na pozostałych zdjęciach widać moje spotkania z żywym inwentarzem z targowiska. Lubie zwiedzać świat, ale wakacje najbardziej lubię w Polsce. #wspomnienie #wakacjewprl #nowytarg
Dopiero teraz w moje ręce trafił kwietniowy numer Dopiero teraz w moje ręce trafił kwietniowy numer „Biuletynu Informacyjnego”, czyli miesięcznika Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej, w którym znalazł się artykuł o moim Ojcu Macieju Piekarskim (1932-1999) napisany przez Wojciecha Parzyńskiego. Bardzo za niego dziękuję. Mam czasem wrażenie, że już nikt mojego Ojca nie pamięta. A z drugiej strony trudno się dziwić. Przecież od jego śmierci minęło już ponad ćwierć wieku. #Wspomnienie #maciejpiekarski #biuletyninformacyjny #artykul
Wakacje. Czas na wspomnienie dotyczące wsi. Dla lu Wakacje. Czas na wspomnienie dotyczące wsi. Dla ludzi z miasta wieś bywa letniskiem. Dla ludzi ze wsi miejscem pracy. Na zdjęciu mój dziadek Bronisław Piekarski (1901-1960) i mój stryj Jan Tchórz (1941-2026) - dziecko Zamojszczyzny, które w styczniu 1943 roku moi dziadkowie wzięli na wychowanie. To o nim jest książka „Syn dwóch matek” napisana przeze mnie do spółki z moim nieżyjącym Ojcem. Stryj Janek wraz z moimi dziadkami przeżył okupację, Powstanie Warszawskie, Obóz Przejściowy w Pruszkowie i powrót do zrujnowanej Warszawy, skąd odebrała go jego biologiczna mama. Jak napisał tato we wspomnieniach: „24 kwietnia nadszedł moment rozstania. Mama przygotowała żywność na drogę, ojciec pomógł spakować łaszki Janka i zabawki. Wyruszyli na Dworzec Wschodni. Ja zostałem z babcią i Bronkiem w domu. (…) Jak opowiadał potem ojciec, szli na piechotę Solcem, Wybrzeżem Kościuszkowskim do niedawno otwartego mostu pontonowego, potem Ratuszową do Targowej, następnie do Kijowskiej. Janek przez cały czas nie odzywał się. Nie pomogły namowy na cukierki ani na czekoladę. Gdy nadszedł moment pożegnania, zaledwie zdobył się na objęcie ojca i mamy za szyję.” To zdjęcie zostało zrobione w rodzinnej wsi Janka, w której odwiedził go dziadek ilekroć jechał do Krasnegostawu, gdzie budował wodociągi. Ani dla niego ani dla Janka nie były to wakacje. Janek od małego uczył się gospodarskiej roboty, a dziadek odwiedzał go jadąc do swojej inżynierskiej pracy. Czasem towarzyszył mu mój tata, który miał ze soba aparat i sporo wtedy fotografował. Negatyw tego zdjęcia, którego autorem jest mój ojciec Maciej Piekarski (1932-1999) przekazałam w swoim czasie do Archiwum Akt Nowych. #jantchorz #dzieckozamojszczyzny #bronislawpiekarski #chomeciskamale #domowemuzeum
Dziś 31 rocznica śmierci mojej mamy - Haliny Stec- Dziś 31 rocznica śmierci mojej mamy - Haliny Stec-Piekarskiej (1927-1995) urodzonej w Zwierzyńcu n. Wieprzem. Żyję dłużej bez niej niż z nią. To jedno z ostatnich zdjęć. Mama w swojej sypialni na Saskiej Kępie. Za nią na ścianie wiszą te rzeczy, które były dla niej ważne. Obrazek przedstawiający Kościółek na wyspie w Zwierzyńcu namalowany przez jej wuja Jana Kurzyńskiego. Dwie fotografie rodzinne wykonywane w Zwierzyńcu przez miejscowego fotografa dla innego wuja Józefa Kurzyńskiego, który wyjechał do Ameryki. Jego potomkowie żyją tam do dziś. Jest też Ryngraf z Matką Boską, zdjęcie mojego dziadka Juliana Steca, czyli ojca mojej mamy, zrobione w ogrodzie w Chełmie na Rampie Brzeskiej. Jest portrecik babci Konstancji z Kurzyńskich Stecowej - mamy mojej mamy. Portrecik e 1929 r. na Powszechnej Wystawie Krajowej w Poznaniu, namalował, urodzony w Kozienicach, ale żyjący w Warszawie, Wacław Chodkowski (1878-1953) - szwagier mojej prababci ze strony mojego taty. Rodzina taty była warszawska. Fakt posiadania w rodzinnym zamojsko-chełmskim domu mojej mamy portreciku stworzonego przez artystę z Warszawy to dowód na niemal globalny zasięg jego twórczości. Malarz jeździł po Polsce i malował przechodniów na ulicach. A na zdjęciu mama ma przypiętą swoją ukochaną broszkę, którą zrobił dla niej tata, pierścionek z malachitem i drugi z turkusem, który wykonał artysta z ORNO wg mamy projektu i na jej zamówienie. Ma też bransoletkę z miedzi. Wszystkie opisane przedmioty mam do dziś. #mama #halinastecpiekarska #rocznicasmierci #wspomnienie #domowemuzeum
Jeszcze wspomnienie z Wiednia z ekspozycji „Vienna Jeszcze wspomnienie z Wiednia z ekspozycji „Vienna 1900. Birth of Modernism” w Muzeum Leopolda. Obraz pt. „Czytająca” namalował Simeon Solomon (1840–1905) w 1865 roku, w okresie swojej największej aktywności twórczej. Artysta uchodzi za jednego z najwybitniejszych przedstawicieli drugiego pokolenia Prerafaelitów. Uchwycił młodą kobietę pogrążoną w lekturze. Jest ona skupiona nad niewielką książeczką. Subtelny modelunek twarzy, harmonijna kolorystyka i starannie opracowane detale są charakterystyczne dla malarstwa Solomona, łączącego prerafaelicką dbałość o piękno z zainteresowaniem symboliką, duchowością i poetycką atmosferą. Ugrowe barwy szaty i włosów kontrastują z ciemną zielenią okładki książki. Lubię malarstwo Prerafaelitów, choć uważam je tez za lekko kiczowate. Ale coś w sobie ma. To chyba właśnie ta zaduma. #simeonsolomon #leopoldmuseumwien #preraphaelitebrotherhood
Obserwuj na Instagramie

Archiwa

  • maj 2026
  • listopad 2022
  • kwiecień 2022
  • październik 2021

Kategorie

  • Nowości
  • Sesje Foto

Więcej o mnie

  • Strona Domowa
  • Blog
  • Legendy Warszawskie
  • Portal genealogiczny
  • Warsztaty Dziennikarskie
Designed by Nasio Themes || Powered by WordPress